there’s gotta be a heaven somewhere

January 29, 2007 at 9:32 pm (Zagubione Myśli)

Piosenka na dziś – Losing my way by Justin!!!

And, It Is Breaking Me Down
Watching The World Spin ’round
While My Dreams Fall Down
Is Anybody Out There?
It Is Breaking Me Down
No More Friends Around
And My Dreams Fall Down
Is Anybody Out There?

Can Anybody Out There Hear Me?
’cause I Cant Seem To Hear Myself
Can Anybody Out There See Me?
’cause I Cant Seem To See Myself
There’s Gotta Be A Heaven Somewhere

Dziś podpisałam umowę o pracę. Powinna to być radosna chwila. A ja przez całą drogę do domu zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam. I zamiast być spokojniejszą o swoją przyszłość, to zaczęłam się zastanawiać nad tym, co dalej..

Chciałabym, żeby to wszystko dobrze się ułożyło. Żeby ułożyło się samo. Ja jestem zbyt niezdecydowana, boję się cokolwiek postanowić. Ale jeśli nie to będę myśleć i kombinować.

Permalink 1 Comment

swing

January 23, 2007 at 9:58 pm (Zagubione Myśli)

Praca zaakceptowana! Można drukować. Poczułam już przypływ pozytywnej energii. Mam ochotę porządnie poszaleć.

Ale nachodzą mnie też inne myśli.. Co będzie dalej. I jak zrobić, by czuć się tak dobrze, jak rok temu.

I chciałam tu zamieścić zdjęcia z Mazur, ale coś nie podziałało..

Permalink Leave a Comment

piece by piece..

January 21, 2007 at 10:36 pm (Thoughts, Zagubione Myśli)

Trochę chyba jestem zestresowana – co niestety odbiło się na mojej rodzinie trochę. Nie miałam dziś do nich cierpliwości.. I znowu taka huśtawka nastrojów – niedawno myślałam, że nawet mogłabym tam mieszkać, a dziś znów cieszę się z tego, że jestem dalej i mam dużo niezależności. Tylko czy to jest już moje miejsce?

I znowu myśli o tym, żeby może znowu wuruszyć gdzieś – na poszukiwania tego miejsca. I tak jakoś się dziwnie składa, że akurat dzisiaj u K. stało się coś, co zachwiało jej silnym postanowieniem i pragnieniem powrotu na zieloną wyspę. I akurat dziś dostałam maila od N. z którego wynikało, że wcale mu się tak super nie żyje w tamtym kraju i że niedość, że brakuje mu przyjaciół, to i w sprawach sercowych nieciekawie (to widać nie tylko u mnie…)

Nie będę wybiegać w przyszłość. Zobaczymy, co przyniesie los. Tyle, że czasem trzeba coś zaplanować. Bo np. w czerwcu jest koncert mojego ukochanego zespołu z czasów liceum :)

Permalink Leave a Comment

changes

January 20, 2007 at 11:33 pm (Zagubione Myśli)

Trochę się działo przez ostatnie dni. Przynajmniej nie siedziałam już cały czas w mieszkaniu przed kompem.  Miła imprezka uodzinowa kolegi z pracy. Potem wyjazd firmowy do hotelu SPA. Basenik, sauna, jaccuzi na powietrzu.. wieczorem kolacja, kręgle, a o 23 moja rozmowa o pracę. Zaczynam od 1. Ale jakoś mnie to nie cieszy tak jak miało. Mimo, że wyjazd bardzo fajny to rozmowy z ludźmi z pracy pozwoliły mi zejść na ziemię… Chciałam potraktować tą pracę długoterminowo i zaangażować się na maksa ale chyba trzeba będzie rozglądać się za czymś innym.

Takie małe rozczarowanie. Myślałam sobie o tej pracy jako o sporej szansie dla mnie, a może się okazać, że jest zupełnie odwrotnie. No ale – nie spróbuję, to się nie przekonam.

Przez to wszystko powróciła myśl o wyjeździe. Chętnie pomieszkałabym znowu trochę dalej, w jakimś ślicznym miasteczku, typu moje N. i z sympatycznymi ludźmi. Nic mnie tu właściwie nie trzyma.

Permalink Leave a Comment

freakin’ out a bit

January 15, 2007 at 9:52 pm (Thoughts, Zagubione Myśli)

I just feel I’ve been a freak during the last days. What’s worse – I’d like to change it tomorrow but i’m afraid it would not be so easy..

Trzy dni siedzenia w mieszkaniu. Dziś już miałam dobre chęci, żeby wyjść – nawet założyłam swoją czerwoną zimową spódnicę i zrobiłam makijaż. Ale wyszło tak, że musiałam coś jeszcze zrobić wieczorem. Jak już skończyłam, to stwierdziłam, że nie mam już siły wychodzić. A przecież wcześniej nie miałam już siły siedzieć przed kompem całymi dniami.. Czuję się odludkiem – no tak jest internet i smsy. Ale od 3 dni prawie nikogo nie widziałam. I wcale nie oszukuję się, że to jest normalne, jak się kończy pisać mgr.. Rany – oby to się szybko skończyło.

Więc jutro rano wyjdę z mieszkania – jeszcze nie wiem – czy do pracy czy może na uczelnię.. A wieczorem mam francuski, a potem imprezę urodzinową kolegi z pracy. I te ostatnie dni sprawiły, że jakoś boję się tam iść – może już totalnie zdziczałam..

I wolę nie liczyć, ile odcinków Friendsów obejrzałam przez te ostatnie kilka dni ;)

Permalink Leave a Comment

Next page »