Journey in time
Znalazłam ten blog.. Moje stare wpisy – widzę w nich siebie. Siebie sprzed kilku lat i siebie dzisiaj. Choć życie toczy się dalej to ja chyba tak bardzo się nie zmieniam. Pytanie, czy to dobrze, czy to źle
Ostatnio byłam na dłuższym urlopie w Indiach i 2 osoby mi powiedziały, że powinnam bloga prowadzić. I jak pomyślałam o tych wszystkich wspaniałych miejscach, które odwiedziłam w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.. i mieć wszystkie wspomnienia, zdjęcia i relacje w jednym miejscu.. czemu nie.
A drugi pomysł to blog na temat pracy nad sobą. Happinness project – tak, jak ta książka. O tym, jak bardziej cieszyć się z życia, jak być bardziej pewną siebie..
Zobaczymy, czy coś z tego wykiełkuje.
M.
there’s gotta be a heaven somewhere
Piosenka na dziś – Losing my way by Justin!!!
And, It Is Breaking Me Down
Watching The World Spin ’round
While My Dreams Fall Down
Is Anybody Out There?
It Is Breaking Me Down
No More Friends Around
And My Dreams Fall Down
Is Anybody Out There?
Can Anybody Out There Hear Me?
’cause I Cant Seem To Hear Myself
Can Anybody Out There See Me?
’cause I Cant Seem To See Myself
There’s Gotta Be A Heaven Somewhere
Dziś podpisałam umowę o pracę. Powinna to być radosna chwila. A ja przez całą drogę do domu zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam. I zamiast być spokojniejszą o swoją przyszłość, to zaczęłam się zastanawiać nad tym, co dalej..
Chciałabym, żeby to wszystko dobrze się ułożyło. Żeby ułożyło się samo. Ja jestem zbyt niezdecydowana, boję się cokolwiek postanowić. Ale jeśli nie to będę myśleć i kombinować.
swing
Praca zaakceptowana! Można drukować. Poczułam już przypływ pozytywnej energii. Mam ochotę porządnie poszaleć.
Ale nachodzą mnie też inne myśli.. Co będzie dalej. I jak zrobić, by czuć się tak dobrze, jak rok temu.
I chciałam tu zamieścić zdjęcia z Mazur, ale coś nie podziałało..
piece by piece..
Trochę chyba jestem zestresowana – co niestety odbiło się na mojej rodzinie trochę. Nie miałam dziś do nich cierpliwości.. I znowu taka huśtawka nastrojów – niedawno myślałam, że nawet mogłabym tam mieszkać, a dziś znów cieszę się z tego, że jestem dalej i mam dużo niezależności. Tylko czy to jest już moje miejsce?
I znowu myśli o tym, żeby może znowu wuruszyć gdzieś – na poszukiwania tego miejsca. I tak jakoś się dziwnie składa, że akurat dzisiaj u K. stało się coś, co zachwiało jej silnym postanowieniem i pragnieniem powrotu na zieloną wyspę. I akurat dziś dostałam maila od N. z którego wynikało, że wcale mu się tak super nie żyje w tamtym kraju i że niedość, że brakuje mu przyjaciół, to i w sprawach sercowych nieciekawie (to widać nie tylko u mnie…)
Nie będę wybiegać w przyszłość. Zobaczymy, co przyniesie los. Tyle, że czasem trzeba coś zaplanować. Bo np. w czerwcu jest koncert mojego ukochanego zespołu z czasów liceum
changes
Trochę się działo przez ostatnie dni. Przynajmniej nie siedziałam już cały czas w mieszkaniu przed kompem. Miła imprezka uodzinowa kolegi z pracy. Potem wyjazd firmowy do hotelu SPA. Basenik, sauna, jaccuzi na powietrzu.. wieczorem kolacja, kręgle, a o 23 moja rozmowa o pracę. Zaczynam od 1. Ale jakoś mnie to nie cieszy tak jak miało. Mimo, że wyjazd bardzo fajny to rozmowy z ludźmi z pracy pozwoliły mi zejść na ziemię… Chciałam potraktować tą pracę długoterminowo i zaangażować się na maksa ale chyba trzeba będzie rozglądać się za czymś innym.
Takie małe rozczarowanie. Myślałam sobie o tej pracy jako o sporej szansie dla mnie, a może się okazać, że jest zupełnie odwrotnie. No ale – nie spróbuję, to się nie przekonam.
Przez to wszystko powróciła myśl o wyjeździe. Chętnie pomieszkałabym znowu trochę dalej, w jakimś ślicznym miasteczku, typu moje N. i z sympatycznymi ludźmi. Nic mnie tu właściwie nie trzyma.