jeunes et cons ;)
No wreszcie coś się dzieje, żeby nie zapeszyć i nie powiedzieć że się zmienia i to na lepsze. Mamy klucze do mieszkanka. Ale musimy jeszcze poczekać, aż pewien znany nam tylko z opowieści wytatułowany chłopiec się stamtąd wyprowadzi. Mam nadzieję, że zrobi tu szybciej niż w miesiąc.
Ostatnie półtora tygodnia spędziłam w moim starym mieszkanku. Ale mi było tam dobrze. Miałam dla siebie pokój i czułam się jak u siebie właściwie. Lubię A. i jej faceta. Są wyjątkowi i dla mnie tacy mili.
W autobusie siedziała dziś koło mnie pewna kobieta. I płakała. Nie wiem czemu. Ja słuchałam sobie muzyki i tylko przypadkiem jakoś spojrzałam w jej stronie i zobaczyłam jak przeciera oczy i nos. I przypomniało mi się, jak leciałam ostatnio samolotem i pewnie wyglądałam podobnie. I siedzący obok mnie pan podarował mi paczkę chosteczek higienicznych. Byłam mu wdzięczna, że nie pytał dlaczego. Więc i ja nie pytałam. Płacz jest naturalny, a jest czymś czego ludzie się wstydzą. I chciałoby się czasem popłakać tak po prostu, jak czasem tak po prostu się śmiejemy.
To miłe, że ludzie – nawet jeśli nie widzieliśmy się bardzo dawno – piszą mejle albo zostawiają wiadomości na gadu. E. – typ naukowca, który umie zatonąć w pracy. Ale mam nadzieję, że kiedyś się z nią spotkam. Cały czas utrzymuję kontakt z N. Czasem zastanawiam się, czy to aby nie burzy jakiegoś takiego porządku, który cały czas usiłuję sobie zbudować w głowie. I niektórzy znajomi z którymi wcale nie byłam super blisko – S. napisał, że wziął sobie tydzień wolnego więc będzie z nami zwiedzał Hiszpanię! No niesamowite
dzień jak co dzień
Spotkałam dziś mój ideał faceta. Spotkałam to może za dużo powiedziane. Widziałam. W autobusie. Gdybym była w Belgii dałabym ogłoszenie do Metra (a może u nas też takie są – nie wiem, bo ostatnio nie biorę tych darmowych gazetek, ani ulotek ani nic, bo i tak z dużo dźwigam zawsze
. A ogłoszenie w belgijskim Metrze wyglądałoby tak: “Piękny chłopcze o ciemnobrązowych oczach – nasz wzrok spotkał się dziś około godziny… w autobusie linii.. Chętnie zaprosiłabym cię na randkę – (imię+adres e-mail)”
No cóż – wracając do rzeczywistości.. a nie – jeszcze coś – ostatnio mam bardzo intensywne sny. Nie chce mi się budzić, bo jestem ciekawa, co stanie się dalej. Albo wręcz przeciwnie – wyczekuję rana, żeby już skończyć te męki. To ostatnie spotkało mnie ostatniej nocy. Śniło mi się że wróciłam do mojego miasteczka w Belgii, że coś wykombinowałam i miałam tam studiować kolejny rok. Pojechałam i byłam taka szczęśliwa, taka dumna z siebie – spotkałam tylko kilku znajomych Belgów, a reszta to byli obcy ludzie.. Rany – wciąż ten mój post-erasmus syndrome.
No i czekam na niedzielę – czy moja ciocia wywali swoich lokatorów zmieszkania, żebyśmy z sistą mogły tam zamieszkać
czas czas czas
Mam takie zdjęcie nad biurkiem – ja pochylona nad książką, wiatr we włosach, w tle rzeka, za nią szary budynek, jeszcze dalej cytadela.. Często tam wracam. Może za często.
Mały przełom w pewnej dość skomplikowanej relacji. I to w momencie, gdy już stwierdziłam, że nie da się nic zrobić, że już tak zostanie jak jest i oby nie było gorzej. I właściwie jedna rozmowa a taka duża zmiana. I teraz mi trochę wstyd, że czasem brak mi wiary w ludzi.
Atmosfera ślubów. Niestety albo stety
Są tego dobre strony – np. taka, że się częściej kontaktuję ze znajomymi z liceum. Wczoraj koncert, dzisiaj wspólne zakupy, ślub koleżanki i wyjście do kawiarni. Miło. Tylko te śluby wcale nie takie poruszające, jak być powinny. A może ja jeszcze nie jestem na tym etapie. Na pewno nie jestem.
I najlepsza wiadomość dnia jest taka, że jest szansa, że przeniosę się do W-wy.
Zaczyna się dziać coś pozytywnego. Na razie to małe rzeczy, ale może to cząsteczki pewnej całości
wciąż ta sama piosenka
Żyję trochę z dnia na dzień. W domu nawet nie tak źle. Oglądam LOST (choć te nowe odcinki wcale nie takie rewelacyjne..), zajadając pestki słonecznika, coś tam czytam, słucham muzyki.. W sumie – może to zabrzmi źle – ale jestem nawet z siebie ostatnio zadowolona. No i oprócz piosenki o ogniu słucham ostatnio tej [Gavin Degrew "i don't wanna be"]:
I don’t want to be anything other than what I’ve been tryin to be lately
All I have to do is think of me and I’ve peace of mind
I’m tired of looking ’round rooms wondering what I gotta do
Or who I’m supposed to be
I don’t want to be anything other than me
I już wiem dlaczego nie mogłabym być prawnikiem, ani urzędnikiem.. bo mimo iż lubię dobrą organizację, to naprawdę nie cierpię formalności!! brr.. [refleksja po dzisiejszych odwiedzinach dziekanatu]
I jakoś tak żyję w oczekiwaniu.. ale muszę zacząć działać. Nawet mogłabym jeszcze podojeżdżać z domu kilka miesięcy, ale przez to nie mam na nic czasu. Aż nie chce mi się myśleć, że wcale nie 1h30, ale często 2h30 godziny mija od czasu mojego wyjścia z pracy do przekroczenia progu w domu. Masakra.
ogień
Ostatnio słucham sobie bardzo pozytywnej polskiej piosenki [Grizzlee & Cheeba] w rytmie hiphop-reggae:
Ognia nie gaście. Płonie jak płonął zawsze. Wiem to na pewno więc i ty pozbądź się złudzeń też. Wkrótce ten blask oświetli wszystkich nas. Zobacz jaki może być piękny świat.
Nadzieja, że w przyszłości będzie lepiej.. A ja wciąż żyję przeszłością – i jak porozmawiam sobie z Kimś to trochę mi lepiej. I chcę Ich zobaczyć. Wszystkich się nie uda niestety. Ale mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie, by wykorzystać ten bilet, który przedwczoraj zarezerwowałam. Więc teraz – oczekiwanie na podróż. Tylko co potem? I co w międzyczasie?