j’en ai assez
Ostatnio nie daję rady. Za dużo się tego wszystkiego nazbierało. I wszystko naraz. Mgr – którą muszę pisać.. a to że mam już niewiele czasu jakoś mnie nie motywuje – przeciwnie – czasem paraliżuje i myślę tylko o tym, że powinnam pisać a nie o tym, co i w jaki sposób. Praca – którą niby lubię, ale nie lubię jak nie widać efektów i stresuję się, że mogę ich w ogóle nie zobaczyć. I głupie nieporozumienie, które sprawiło że nie mogłam wejść do biura przez godzinę, bo nikogo nie było… i od razu mam łzy w oczach. I tak naprawdę nie aż tak stresujące spotkanie z dziekanem sprawia, że z nerwów zasycha mi w gardle i robi mi się słabo.
Ja już chcę być niezależna i wolna. Do tego potrzebuję pieniędzy i takiego świętego spokoju od załatwiania różnych spraw, od zamartwiania się co będzie potem. Brakuje mi planu. Wiem tylko, co robię do stycznia. A potem? Czego ja w ogóle chcę?
K. ma rację. Gdy sobie pomyślę, że jeszcze pół roku temu nie miałam żadnych zmartwień i żadnych stresów.. No może oprócz tych moich problemów sercowych – ale te mam zawsze i chyba już się do tego jakoś przyzwyczaiłam. I może oprócz sesji – ale i tak wspominam ją dużo milej niż wszystkie sesje, jakie miałam na uw.
I może rzeczywiście ten roczny wyjazd za granicę ma swoje minusy. Właśnie potem dopiero – jak się wróci. Bo zasmakowało się czegoś innego – takiej beztroski, cieszenia się każdym dniem. A ja chyba nie cieszę się teraz niczym.
W dodatku – zawsze myślałam, że ten wyjazd to była niezła inwestycja w siebie. Tylko ciekawa jestem kiedy zacznie się zwracać. I czy to zderzenie z rzeczywistością i jakimiś tam problemami tego wszystkiego, co udało mi się osiągnąć podczas tego roku nie zniweczy.
I wiem, że muszę sama sobie z tym poradzić. Przetrwać ten czas, albo znaleźć na to jakiś sposób.
another day
Nie ma to jak niewinny flirt przez telefon. Zadzwoniłam, by dowiedzieć się o internet, a gadałam o imprezach w Warszawie, o techno i o tym, że mam ładny głos
Z drugiej strony ktoś z Katowic. Zgodziłam się na ten Internet – decyzja chwila, a teraz się zastanawiam, czy to nie jakaś podpucha
Tydzień temu przeprowadziłam się do Warszawy. Koniec mieszkania z rodzicami? Niczego nie można wykluczyć.. Jest fajnie, choć trzeba jeszcze włożyć w to mieszkanie trochę serca i trochę pracy. Dobrze jest czuć się bardziej niezależną, ale do tego potrzebne mi jeszcze jedno – pieniądze. Niestety. Wyznaczyłam sobie deadline do końca tego roku. Potem mam już zarabiać, ale na razie wszystko wkazuje na to, że to będzie się przedłużać, a oszczędności na koncie wyraźnie po mojej wycieczce do Hiszpanii stopniały.
Ale nie żałuję – było super. Uwielbiam zwiedzać, poznawać nowe miejsca. Na ludzi nie jestem ostatnio chyba wystarczająco otwarta.. Ale spotkałam wielu znajomych i znowu czułam się tak jak w Namur. I nawet nie o to chodzi, że było idealnie. Było tak, jak podczas mojego erasmusa, a wtedy czułam się tak dobrze. Mam nadzieję spotykać tych ludzi, co jakiś czas i mieć z nimi kontakt jak najdłużej, bo daje mi to dużo radości.
Wczoraj koncert zespołu mojego przyjaciela z liceum w Proximie. Kameralny, ale bardzo udany. I świetny zespół, który grał przed nimi – Kawałek Kulki. Świetny wokal – zarówno dziewczyny, jak i chłopaka, do tego skrzypce. Wszystko brzmiało bardzo ciekawie.
Przy okazji obejrzałam mecz Polska – Belgia, który był w sali obok. Wygraliśmy!! Napisałam do P. , z którym oglądałam mecze podczas mundialu. Odpisał, że jesteśmy wrogami i nie będziemy więcej rozmawiać. Po czym zadzwonił do mnie w przerwie, a potem po meczu. Miło
Dziś jestem sama w biurze. Ale mi tu dobrze. Chcę zostać. Muszę się niedługo dowiedzieć, czy będzie w ogóle taka możliwość. Nie chcę sobie robić złudnych nadziei.