after Christmas..

December 29, 2006 at 12:41 am (Zagubione Myśli)

Za szybko płynie czas. Mam wrażenie, że przepływa mi pomiędzy palcami. I mimo, że nie myślałam o robieniu jakiś noworocznych postanowień, to jednak trochę mi się nasuwa.. Potrzebuję zmian. To dlatego. I żyję ostatnio w stresie przez pracę magisterską. Boję się, że nie zdążę. Może za bardzo chcę to mieć już za sobą. Nawet mój komputer ostatnio się buntuje – chyba też potrzebuje odpoczynku od tych wszystkich artykułów, plików, rysunków, tabelek.. Ale niestety nie ma jeszcze tego wystarczająco dużo. Jeden rozdział jeszcze nie rozpoczęty właściwie. I to ten najtrudniejszy.

Odkładam wszystko na “po mgr”. Przydałby się jakiś aerobic albo basen i joga. I tak chciałabym znaleźć czas na naukę języków.

Wiem, że zostaję. Zostaję w tej pracy gdzie jestem. Więc zostaję w kraju. Czytałam w horoskopie i na styczeń i na Nowy Rok, że mam unikać dalekich podróży. (Choć mój wujek stwierdził, że jak w Europie to to niedaleko przecież ;) ) Więc na razie nigdzie się nie ruszam. I rzeczywiście takie mam przeczucie – że nie powinnam wyjeżdżać, nie teraz. Może tutaj mi się ułoży. Tylko, że to wcale nie jakaś świadoma decyzja, takie tam – przeczucie. Bo zarazem – mam sentyment do tej mojej Belgii – gdzie przez pierwszą część tego roku jeszcze mieszkałam. I to była zdecydowanie ta lepsza część.. (Czy ja kiedyś jeszcze będę taka uśmiechnięta i zadowolona z życia jak byłam tam?)

A więc siedzę w mieszkanku i piszę. Tutaj, bo w domu jakoś mi gorzej szło. I nie lubię już tego gadania rodziny – to może dziś trochę nad pracą posiedzisz. Wiem, że chcą dobrze. Ale ja muszę sama, w swoim tempie, w odpowiednim momencie.
I chyba przez to wszystko jakoś nie odpoczęłam w święta. Nie potrafiłam się do końca wyluzować. To też odkładam na “po”. I jakoś czuję się bardziej samotna niż kiedykolwiek. I chyba to moja wina, choć nie wiem, jak to zmienić. Na razie jestem trochę “antisociale” bo wiem, że muszę nad czym innym się skupić. Więc poczekam na “po mgr”

Jak zwykle koi muzyka. Cały czas królują w moim mp3 The Killers. No i jak zawsze Nelly Furtado. Ale dzisiaj wsłuchałam się też w Katie Meluę i jej piosenkę “Piece by piece” – genialna!! (choć smutna)

First of all must go
Your scent upon my pillow
And then i’ll say goodbye
To your whispers in my dreams
And then our lips will part
In my mind and in my heart
Cos your kiss
Went deeper than my skin

Piece by piece
Is how i’ll let go of you
Kiss by kiss
Will leave my mind one at a time
One at a time

Permalink Leave a Comment

i tak..

December 10, 2006 at 7:41 pm (Uncategorized)

Mały kryzys. Ale jakoś się to wszystko może rozwiąże. Badania, nad którymi pracowałam od dobrych kilku miesięcy zostaną nieco okrojone i zmienione, bo okazały się zbyt ambitne.. I w takiej formie nie będę mogła ich wykorzystać do mgr. Na szczęście mogę skorzystać z innych, już nie moich własnych, ale zawsze – dobre i to. Tyle, że jak tak wczoraj nad tym dłużej pomyślałam, to chyba jednak koncepcję pracy będę musiała trochę zmienić.

W piątek odbyłam szczerą rozmowę na temat mojej przyszłości z moim wreszcie przyszłym prawdziwym szefem. Tak – wygląda na to, że zostaję w firmie – od stycznia mogę zacząć pracować z nimi :) Powinnam pospieszyć się z tą magisterką, żeby już mieć to z głowy i zaangażować się całkowicie w inne projekty. Przez ten weekend jakoś za wiele mi nie przybyło. Ale może dam radę. Potrzebuję teraz dobrze się zorganizować.

I już trzeba myśleć o świętach. I o Sylwestrze. I znów nie mogę się zdecydować, czego chcę. Bo chciało by się spędzić ten dzień z wszystkimi znajomymi, ale tak się nie da.

Dziś rodzice przyjechali do nas na obiadek. Fajna odmiana. Zresztą to, że mieszkamy teraz sobie we dwie to chyba największa odmiana, bo jeszcze rok temu byśmy się na to nie zdecydowały. A na razie źle to nie wychodzi ;) Miło było. No i mój tata – złota rączka prawdziwa! Rodzice pomagają jak mogą. Choć na pewno trochę im jeszcze przykro, że dzieci wyprowadziły się z domu.

Chyba ich rozumiem. Sama jakoś tak lubię sobie pomyśleć, że tam jest jeszcze mój dom, że mogę tam zawsze wrócić. I na przykład, w przeciwieństwie do Sis, nie mam ochoty jeszcze zmieniać bardzo tamtego mojego pokoju. Chcę by ciągle był mój. I mimo, że nie zmieniło się w nim nic od 10 lat i ciągle czują się tam jak nastolatka. A może właśnie dlatego.

I kolejny tydzień się zaczyna. Mój promotor ma rację – wsiedliśmy do takiego niewiraygodnie szybkiego pociągu. I wyskoczenie z niego skończyłoby się dla nas katastrofą. (To już moja nadinterpretacja ;) ) Więc muszę to przetrwać, ale aktywnie – proaktywnie. Mogę, napiszę, zaraz właśnie się za to zabieram :)

Może za często wracam do przeszłości. Ostatnio objawia się to w muzyce. Ściągnęłam całą dyskografię Live i słucham sobie teraz. Tutaj próbka.

Permalink Leave a Comment