Nowy Rok
I już po Sylwestrze. Po raz pierwszy byłam w klubie i było bardzo fajnie. Tylko jakoś tak bardzo nie czułam, że to wyjątkowy wieczór – takie prawie zwyczajne wyjście do klubu – no oprócz tego, że ładniej się wszyscy ubraliśmy i było trochę jedzenia. I za szybko minęło. Mieliśmy ochotę jeszcze potańczyć, ale w klubie zrobiło się pusto bardzo.
Cieszę się, że spędziłam tego Sylwestra z K. i z M. – moimi znajomymi ze studiów. Taki miły akcent na zakończenie naszej przygody z UW.
A B. spotkała na imprezie ideał faceta. Trzymam kciuki!!
I żeby te wszystkie życzenia noworoczne się spełniły
Dziś jakoś tak dziwnie – bo nie jadę do rodziców na obiadek, tylko zostaję tutaj. I jeśli Sis zaraz nie wróci, to chyba z nudów zabiorę się za mgr. Albo może obejrzę jakiś film