un petit peu stressée..
Zaczął się mały stresik, bo się okazało, że wersję elektroniczną pracy trzeba złożyć już w najbliższą środę. Nie wiem, czy zdążę i nie wiem, czy zdąży mój promotor… Jutro idę na dyżur – ciekawa jestem, co mi powie. W każdym razie – na szczęście stres działa dość pozytywnie, bo właśnie dopisuje wstęp i zakończenie, żeby móc jeszcze dzisiaj wysłać to do promotora. I czeka mnie pracowity weekend.
Ostatnio była u mnie A. Szkoda, że nie udaje nam się często spotykać. I beznadziejnie, że w tym roku nie kontynuowałyśmy naszej tradycji wspólnej wigilii.
Koleżanka zagadała nie wczoraj, czy nie pojechałabym do Belgii w połowie lutego.. Wcześniej też sprawdzałam bilety na początek lutego – kiedy B. jeszcze tam będzie i gdyby nie mgr, to pewnie bym poleciała za 150 zł na weekend
No ale – przecież jeszcze nic straconego – kiedyś tam pojadę i nawet nie jestem pewna, czy już teraz jestem na to gotowa. Tamte wspomnienia są jeszcze zbyt żywe..
I przyśniło mi się, że rzuciłam wszystko i wyjechałam na przedłużony weekend, zamiast poprawiać magisterkę
To też stres chyba. No i chociaż bardzo chcę, to chyba nie pojadę na warsztaty organizowane przez moją firmę.. MGR la priorité!
We wtorek zrobię sobie wolne – na dzień przed oddaniem mgr – a co się dziwisz
– idę na urodziny kolegi z pracy. Cieszę się, że mnie zaprosił. I to ten, o którym kiedyś myślałam, że chyba niezbyt mnie lubi