piece by piece..
Trochę chyba jestem zestresowana – co niestety odbiło się na mojej rodzinie trochę. Nie miałam dziś do nich cierpliwości.. I znowu taka huśtawka nastrojów – niedawno myślałam, że nawet mogłabym tam mieszkać, a dziś znów cieszę się z tego, że jestem dalej i mam dużo niezależności. Tylko czy to jest już moje miejsce?
I znowu myśli o tym, żeby może znowu wuruszyć gdzieś – na poszukiwania tego miejsca. I tak jakoś się dziwnie składa, że akurat dzisiaj u K. stało się coś, co zachwiało jej silnym postanowieniem i pragnieniem powrotu na zieloną wyspę. I akurat dziś dostałam maila od N. z którego wynikało, że wcale mu się tak super nie żyje w tamtym kraju i że niedość, że brakuje mu przyjaciół, to i w sprawach sercowych nieciekawie (to widać nie tylko u mnie…)
Nie będę wybiegać w przyszłość. Zobaczymy, co przyniesie los. Tyle, że czasem trzeba coś zaplanować. Bo np. w czerwcu jest koncert mojego ukochanego zespołu z czasów liceum