piece by piece..
Trochę chyba jestem zestresowana – co niestety odbiło się na mojej rodzinie trochę. Nie miałam dziś do nich cierpliwości.. I znowu taka huśtawka nastrojów – niedawno myślałam, że nawet mogłabym tam mieszkać, a dziś znów cieszę się z tego, że jestem dalej i mam dużo niezależności. Tylko czy to jest już moje miejsce?
I znowu myśli o tym, żeby może znowu wuruszyć gdzieś – na poszukiwania tego miejsca. I tak jakoś się dziwnie składa, że akurat dzisiaj u K. stało się coś, co zachwiało jej silnym postanowieniem i pragnieniem powrotu na zieloną wyspę. I akurat dziś dostałam maila od N. z którego wynikało, że wcale mu się tak super nie żyje w tamtym kraju i że niedość, że brakuje mu przyjaciół, to i w sprawach sercowych nieciekawie (to widać nie tylko u mnie…)
Nie będę wybiegać w przyszłość. Zobaczymy, co przyniesie los. Tyle, że czasem trzeba coś zaplanować. Bo np. w czerwcu jest koncert mojego ukochanego zespołu z czasów liceum
freakin’ out a bit
I just feel I’ve been a freak during the last days. What’s worse – I’d like to change it tomorrow but i’m afraid it would not be so easy..
Trzy dni siedzenia w mieszkaniu. Dziś już miałam dobre chęci, żeby wyjść – nawet założyłam swoją czerwoną zimową spódnicę i zrobiłam makijaż. Ale wyszło tak, że musiałam coś jeszcze zrobić wieczorem. Jak już skończyłam, to stwierdziłam, że nie mam już siły wychodzić. A przecież wcześniej nie miałam już siły siedzieć przed kompem całymi dniami.. Czuję się odludkiem – no tak jest internet i smsy. Ale od 3 dni prawie nikogo nie widziałam. I wcale nie oszukuję się, że to jest normalne, jak się kończy pisać mgr.. Rany – oby to się szybko skończyło.
Więc jutro rano wyjdę z mieszkania – jeszcze nie wiem – czy do pracy czy może na uczelnię.. A wieczorem mam francuski, a potem imprezę urodzinową kolegi z pracy. I te ostatnie dni sprawiły, że jakoś boję się tam iść – może już totalnie zdziczałam..
I wolę nie liczyć, ile odcinków Friendsów obejrzałam przez te ostatnie kilka dni
Le poème
Il meurt lentement
Il meurt lentement celui qui ne voyage pas,
celui qui ne lit pas,
celui qui n’écoute pas de musique,
celui qui ne sait pas trouver grâce à ses yeux.
Il meurt lentement
celui qui détruit son amour-propre,
celui qui ne se laisse jamais aider.
Il meurt lentement
celui qui devient esclave de l’habitude
refaisant tous les jours les mêmes chemins,
celui qui ne change jamais de repère,
Ne se risque jamais à changer la couleur de ses vêtements
Ou qui ne parle jamais à un inconnu.
Il meurt lentement
celui qui évite la passion
et son tourbillon d’émotions
celles qui redonnent la lumière dans les yeux
et réparent les coeurs blessés
Il meurt lentement
celui qui ne change pas de cap lorsqu’il est malheureux au travail ou en amour,
celui qui ne prend pas de risques
pour réaliser ses rêves,
celui qui, pas une seule fois dans sa vie, n’a fui les conseils sensés.
Vis maintenant!
Risque-toi aujourd’hui!
Agis tout de suite!
Ne te laisse pas mourir lentement!
Ne te prive pas d’être heureux!
P. Neruda
Znalazłam ten wiersz na czyimś blogu. Nie będę zabierać się do tłumaczenia – może znajdę kiedyś polską lub angielską wersję. Tak jakoś do mnie trafił.
I nic już dziś pożytecznego nie zrobię. Czeka mnie jeszcze sporo pracy – ale od jutra, od rana.. A teraz na rozluźnienie trochę friendsów