Le poème

January 12, 2007 at 9:51 pm (Thoughts, Uncategorized)

Il meurt lentement

Il meurt lentement celui qui ne voyage pas,
celui qui ne lit pas,
celui qui n’écoute pas de musique,
celui qui ne sait pas trouver grâce à ses yeux.

Il meurt lentement
celui qui détruit son amour-propre,
celui qui ne se laisse jamais aider.

Il meurt lentement
celui qui devient esclave de l’habitude
refaisant tous les jours les mêmes chemins,
celui qui ne change jamais de repère,
Ne se risque jamais à changer la couleur de ses vêtements
Ou qui ne parle jamais à un inconnu.

Il meurt lentement
celui qui évite la passion
et son tourbillon d’émotions
celles qui redonnent la lumière dans les yeux
et réparent les coeurs blessés

Il meurt lentement
celui qui ne change pas de cap lorsqu’il est malheureux au travail ou en amour,
celui qui ne prend pas de risques
pour réaliser ses rêves,
celui qui, pas une seule fois dans sa vie, n’a fui les conseils sensés.

Vis maintenant!
Risque-toi aujourd’hui!
Agis tout de suite!
Ne te laisse pas mourir lentement!
Ne te prive pas d’être heureux!

P. Neruda

Znalazłam ten wiersz na czyimś blogu. Nie będę zabierać się do tłumaczenia – może znajdę kiedyś polską lub angielską wersję. Tak jakoś do mnie trafił.

I nic już dziś pożytecznego nie zrobię. Czeka mnie jeszcze sporo pracy – ale od jutra, od rana.. A teraz na rozluźnienie trochę friendsów :)

Permalink Leave a Comment

un petit peu stressée..

January 11, 2007 at 1:02 pm (Zagubione Myśli)

Zaczął się mały stresik, bo się okazało, że wersję elektroniczną pracy trzeba złożyć już w najbliższą środę. Nie wiem, czy zdążę i nie wiem, czy zdąży mój promotor… Jutro idę na dyżur – ciekawa jestem, co mi powie. W każdym razie – na szczęście stres działa dość pozytywnie, bo właśnie dopisuje wstęp i zakończenie, żeby móc jeszcze dzisiaj wysłać to do promotora. I czeka mnie pracowity weekend.

Ostatnio była u mnie A. Szkoda, że nie udaje nam się często spotykać. I beznadziejnie, że w tym roku nie kontynuowałyśmy naszej tradycji wspólnej wigilii.

Koleżanka zagadała nie wczoraj, czy nie pojechałabym do Belgii w połowie lutego.. Wcześniej też sprawdzałam bilety na początek lutego – kiedy B. jeszcze tam będzie i gdyby nie mgr, to pewnie bym poleciała za 150 zł na weekend ;) No ale – przecież jeszcze nic straconego – kiedyś tam pojadę i nawet nie jestem pewna, czy już teraz jestem na to gotowa. Tamte wspomnienia są jeszcze zbyt żywe..

I przyśniło mi się, że rzuciłam wszystko i wyjechałam na przedłużony weekend, zamiast poprawiać magisterkę :P To też stres chyba. No i chociaż bardzo chcę, to chyba nie pojadę na warsztaty organizowane przez moją firmę.. MGR la priorité! ;)

We wtorek zrobię sobie wolne – na dzień przed oddaniem mgr – a co się dziwisz ;) – idę na urodziny kolegi z pracy. Cieszę się, że mnie zaprosił. I to ten, o którym kiedyś myślałam, że chyba niezbyt mnie lubi ;)

Permalink Leave a Comment

fatiguée

January 5, 2007 at 10:55 pm (Zagubione Myśli)

Czuję zmęczenie. Chyba dzisiaj opadł ze mnie stres trochę. Jest szansa, że zdążę z magisterką! Niestety nie będzie aż tak różowo – bo będzie się to jeszcze ciągnąć przez trochę (do końca stycznia coś czuję). Brakuje kilku stron, ale potem poprawki, i zamykanie.. Ale jest duż szansa, że wreszcie cały ten rozdział mojego życia będzie zamknięty. Już mi się nie chce studiować. Na początku było fajnie. W Belgii było świetnie! Ale teraz – czas iść dalej. Potrzebuję znów spojrzenia w przyszłość, a nie tkwienia cały czas w tym samym. I takiego świętego spokoju od tego wszystkiego – chciałabym już zacząć myśleć o czymś innym niż o pracy mgr.

Miałam dzisiaj ochotę iść potańczyć trochę, odreagować, ale naprawdę – padam z nóg, choć to nie do końca uzasadnione. No ale wcześniej od mojego promotora usłyszałam, że jakoś inaczej wyglądam – tak promiennie :D więc może nie jest ze mną aż tak źle.

Przeczytam jeszcze kilka stron nowych opowieści o Mikołajku – bo to mnie jakoś ostatnio odstresowuje. Śmieję się przy każdej historyjce :) A potem usnę i mam nadzieję, że przyśni mi się mój Mr. Darcy (a to pod wpływem tego, że obejrzałam dzisiaj Pride and Prejudice – a właściwie – Orgueil et prejuge)

I jutro wstanę z nowymi siłami. Do życia.

Permalink Leave a Comment

new year’s resolutions?

January 2, 2007 at 10:55 am (Zagubione Myśli)

Gdybym znalazła spis moich postanowień z poprzedniego roku, to pewnie by się wiele pokryło. Czemu tak trudno jest się zmienić. Brakuje mi silnej woli, żeby naprawdę nad sobą popracować. No i cierpliwości – do ludzi i do siebie. Przecież rzadko kiedy zmiany są gwałtowne.

Więc nie będę pisać tu żadnych postanowień. Ale jak tak sobie mimo wszystko robię podsumowanie tego roku, to.. chciałabym, żeby w następnym działo się tyle, co w poprzednim. Napodróżowałam się więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Belgia – naprawdę z utęsknieniem zawsze będę wspominać pobyt tam. Podróż do Irlandii – którą chyba będę miała okazję znowu odwiedzić, bo K. bardzo chce tam wrócić. Wspólny erasmusowy wyjazd do Sztokholmu i Helsinek. Amsterdam. No i Hiszpania w drugiej połowie roku. No i jeszcze krótkie wyjazdy nad morze i na kajaki. Jednak to się najbardziej zapamiętuje z całego roku. Uwielbiam podróżować!

Ukradli Białą Strzałę spod bloku. Co za – niesprawiedliwość/pech/bandytyzm/miasto? Już sama nie wiem. Zestresowałam się tą sytuacją. Co dopiero przeżywa S. I to poczucie bezpieczeństwa, które się w takim momencie traci. I może kradzież samochodu to nie najstraszniejsze przestępstwo na świecie, ale mimo wszystko. I na pewno to trochę skomplikuje życie.

B. szczęśliwa, cała w skowronkach! Ale się cieszę! I nie dziwię się, że nie chce jej się teraz wyjeżdżać. Ale to tylko na miesiąc! Szybko zleci.

I jakoś ciężko mi się zabrać dzisiaj za mgr. A przecież już niedużo zostało!

Permalink Leave a Comment

Nowy Rok

January 1, 2007 at 11:58 am (Zagubione Myśli)

I już po Sylwestrze. Po raz pierwszy byłam w klubie i było bardzo fajnie. Tylko jakoś tak bardzo nie czułam, że to wyjątkowy wieczór – takie prawie zwyczajne wyjście do klubu – no oprócz tego, że ładniej się wszyscy ubraliśmy i było trochę jedzenia. I za szybko minęło. Mieliśmy ochotę jeszcze potańczyć, ale w klubie zrobiło się pusto bardzo.

Cieszę się, że spędziłam tego Sylwestra z K. i z M. – moimi znajomymi ze studiów. Taki miły akcent na zakończenie naszej przygody z UW.

A B. spotkała na imprezie ideał faceta. Trzymam kciuki!!

I żeby te wszystkie życzenia noworoczne się spełniły :)

Dziś jakoś tak dziwnie – bo nie jadę do rodziców na obiadek, tylko zostaję tutaj. I jeśli Sis zaraz nie wróci, to chyba z nudów zabiorę się za mgr. Albo może obejrzę jakiś film ;)

Permalink Leave a Comment

« Previous page · Next page »